FutbolBlog. futbol na okrągło.
 
Blog został przeniesiony tutaj.

 
 
Picture
Witam,

  nie odzywałem się od prawie dwóch tygodni, ale poprzedni tydzień miałem napięty i naprawdę nie dałem rady napisać artykułu. Dzisiaj zajmę się oczywiście jutrzejszym finałem Ligi Mistrzów. Długo na to czekaliśmy, ale w końcu dostaniemy danie główne tegorocznej edycji LM. A danie jest nie byle jakie, bowiem składniki są najwyższej klasy. Naprzeciwko siebie staną drużyny, które jak żadne inne zasłużyły na to, aby zagrać na Wembley. To one przez cały długi sezon potrafiły utrzymać wysoki poziom na wszystkich frontach. To one mają najlepszych piłkarzy na świecie. I to one mają sobie coś do udowodnienia. Zapraszam na pojedynek Manchesteru United z Barceloną.

 Manchester będzie chciał udowodnić Barcelonie, że finał w 2009 roku był tylko wypadkiem przy pracy, który był spowodowany słabszą dyspozycją dnia. Barca natomiast, za wszelką cenę postara się o to, aby United nabawili się ich kompleksu, a przy okazji pokaże, że 2009 rok nie był epizodem.
  Według mnie to Manchester ma większą motywację do tego, aby zdobyć swój czwarty Puchar Europy. Poza wspomnianą chęcią rewanżu za 2009 rok, MU będzie motywować wizja wygrania LM na swoim terenie. Jakby to wyglądało, gdyby angielska ekipa nie wygrała u siebie. Z pewnością źle.

 Tegoroczny sezon zaczął się dla Manchesteru źle. Pierwsze mecze w Premier League nie napawały optymizmem. Z 13 pierwszych spotkań ligowych, MU zremisował aż 7. Co prawda pozostałe 6 wygrał, ale jednak niedosyt pozostał. Przełom nastąpił w meczu numer 15., kiedy to podopieczni sir Alexa Fergusona zwyciężyli z Blackburn aż 7:1/ Dzięki temu wskoczyli na 1. miejsce w lidze i nie oddali go (nie oddadzą go) już do końca tego sezonu.
  W Lidze Mistrzów było lepiej. Tam od początku rozgrywek to Man United nadawał ton. W fazie grupowej wygraliśmy 4 mecze, 2 zremisowaliśmy, z czego ostatni, gdy już byliśmy pewni awansu. Fazę pucharową przeszliśmy spokojnie, ale zdecydowanie. W żadnym spotkaniu nie było sytuacji, w której to ,,Czerwone Diabły” musiałyby gonić swoich rywali. Warto dodać, że w 12 meczach Manchester stracił tylko 4 bramki (Barcelona aż 8). Również w jutrzejszym meczu, linia defensywna będzie naszą mocną stroną.

  Barcelona w lidze dominowała od początku, chociaż trzeba przyznać, że Real starał się do pewnego momentu dotrzymywać im kroku. Jak się okazało, wbrew powiedzeniu, tym razem lepiej było uciekać (Barcelona), niż gonić (Real). Gdy Barcie udało się już odskoczyć od rywali na bezpieczną odległość w lidze, mogła ona skupić się na Lidze Mistrzów. Szło jej całkiem nieźle. W I fazie, podobnie jak MU zanotowała 4 zwycięstwa i dwa remisy na wyjeździe, z Rubinem Kazań i Kopenhagą- jak dla mnie rewelacja tej edycji, obok Schalke. W fazie pucharowej ,,Duma Katalonii” musiała się już trochę wysilić, bo o zwycięstwa nie było już tak łatwo. Pierwszy mecz, z Arsenalem zaskoczył spore grono osób, bowiem to Arsenal pokazał nieco więcej wyrachowania i wygrał 2:1. Miałem wtedy nadzieję, że być może,,Kanonierzy” pójdą za ciosem i wykorzystają niebywałą okazję, aby wyeliminować Barcelonę. Były to oczekiwania zbyt duże, bowiem u siebie FCB pokazała klasę i awansowała bez problemu. Później wydawało się, że Real Madryt stanie im na przeszkodzie. Niestety, błędy sędziów w pierwszym meczu na Santiago pogrzebały szanse ,,Królewskich” na awans do wielkiego finału. Czy Barca była naprawdę lepsza? Dyskutowałbym nad tym.

Przyjrzyjmy się teraz sytuacji kadrowej.

  W zespole z Old Trafford na największą uwagę zasługuje Edwin van der Sar. Jutrzejszy mecz będzie jego pożegnalnym występem w barwach ,,Czerwonych Diabłów”. Po tym sezonie Holender zawiesi rękawice na kołku, a jego miejsce zajmie młodszy? Przy okazji pojawia się pytanie, czy Tomek Kuszczak ma jeszcze jakiekolwiek szanse, żeby SAF powierzył mu bluzę z numerem ,,1”? Chciałbym w to wierzyć.
  Wracając do VDS. Gdyby jutro udało mu się zdobyć Puchar Europy, byłoby to z pewnością piękne zakończenie kariery. Już wiadomo, że jeśli MU wygra (to dla mnie oczywiste), to właśnie Edwin (wspólnie z Vidiciem) odbierze trofeum z rąk oficjeli.
  W obronie powinni zagrać Evra, Vidić, Ferdinand oraz Fabio. W pomocy sir Alex postawi zapewne na sprawdzony kwartet: Valencia, Carrick, Giggs i Park Ji-Sung.
  Atak? Oczywista oczywistość, jak mówił jeden z naszych polityków. Rooney i Hernandez. Oznacza to, że Dymitar Berbatow, który w tym sezonie jest najlepszym snajperem w naszym zespole mecz rozpocznie na ławce. Obo niego powinni usiąść Kuszczak, Nani, Anderson i Fletcher.

  A co ze składem Barcelony? Josep Guardiola będzie miał przynajmniej jeden spory dylemat. Czy w wyjściowej ,,11” wystawić Erica Abidala, który dopiero wraca do wysokiej formy po ponaddwumiesięcznej przerwie. Według mnie trener Barcy nie zaryzykuje i zdecyduje się na następujący wariant: Alves, Puyol, Pique, Mascherano. Obrona: Busquets, Xavi, Iniesta. Atak: Messi, Villa, Pedro.

  Na koniec, coś co lubię najbardziej, statystyki.

  Man United grał z Barceloną 10 razy. Oba zespoły wygrały po 3 razy, 4 razy był remis. W finałach europejskich rozgrywek MU i FCB mierzyły się dotąd 2 razy. W 1991 roku w finale Pucharu Zdobywców Pucharów wygrały ,,Czerwone Diabły”. W 2009, w finale LM Barcelona.
  W tym sezonie LM Barcelona zdobyła 27 bramek, a straciła 8. United zdobył 14 bramek, stracił tylko 4. Pokazuje to, w których formacjach lepiej czują się obie drużyny. Każda z nich stawia na inny element, jako kluczowy. Jestem więc przekonany, że finał LM będzie emocjonujący. Ja typuję 2:1 dla MANCHESTERU UNITED.



 
 
Picture

Witam,

  właśnie siedzę przed komputerem, piszę ten artykuł, a w telewizji leci program ,,To był dzień” na Polsat News. Patrzę i własnym oczom nie wierzę. PN przeprowadziło wywiad z Piotrem Staruchowiczem ps. ,,Staruch”. Kpina i żenada! Jak można pokazywać kogoś takiego w telewizji. A najlepsze jest to, że ,,Staruch” jeszcze kilka dni temu mówił: ,,Niech nikt z was z nimi nie gada, a już na pewno nie z jakimś TVN-ami wynalazkami, Polsatami.” I nagle zmienił zdanie. Widać, niektórzy, żeby znaleźć się w telewizji, łamią nawet własne zasady. No ale skoro jest okazja pokazać się 2 milionom widzów, jako wielki miłośnik futbolu i kulturalnego kibicowania to można się poświęcić. Niedługo pewnie dowiemy się, że to nie ,,Staruch” pobił Jakub Rzeźniczaka. Pewnie ktoś z TVN-u lub ,,Gazety Wyborczej” się za niego przebrał. Tylko czekać, aż Benedykt XVI kanonizuje Staruchowicza, za męczeńską walkę o kulturalny doping.

 A teraz do głównego tematu. W ostatnich dniach mieliśmy sporo wydarzeń wokół Ekstraklasy. Po pierwsze, zamykanie stadionów. Już o tym pisałem tydzień temu, więc nie będę się rozwodzić nad tym tematem kolejny raz. Napiszę tylko tyle, że to słuszna decyzja, dopóki nie znajdziemy lepszego rozwiązania.

 Druga sprawa jest związana z prawami telewizyjnymi do Ekstraklasy. Jak wiecie, w tym tygodniu poznaliśmy zwycięzcę, a właściwie zwycięzców tego przetargu. Wygrała wspólna oferta Canal+, Polsatu oraz Eurosportu 2. Nikt nie ujawnił za ile sprzedano prawa, ale pewne jest, że kluby nie dostały 500 milionów złotych, których oczekiwały. Zresztą, od początku było wiadomo, że to zbyt wygórowana cena jak za produkt bardzo przeciętnej jakości. No ale w końcu w negocjacjach zaczyna się od wysokiego C, żeby można było z czego rezygnować.

  Najważniejsze wiadomości dla nas- kibiców są takie, że mecze ligowe będą rozłożone na 4 dni (od piątku do poniedziałku), wszystkie spotkania będą transmitowane na żywo, a do tego wreszcie ligę obejrzymy w stacjach, które nie są kodowane. Dzięki temu, potencjalna oglądalność może wynieść nawet 6 milionów osób. Z oczywistych względów to nierealne, ale i tak Ekstraklasa jako produkt zyska nowe możliwości.

 Nasza liga jest jaka jest, ale z ciekawością zasiądę w nowym sezonie, przed telewizorem. Może do jego rozpoczęcia nasze kluby odzyskają formę, którą straciły w obecnym sezonie. Liczę szczególnie na Wisłę Kraków oraz Lecha.

 Po podpisaniu dobrego kontraktu, klubom powinno zależeć na jeszcze jednej rzeczy. Mianowicie, aby ze stadionów zniknęły rasistowskie hasła i bandyci, a w ich miejsce pojawiły się rodziny z dziećmi. Pierwsze zmiany w tym kierunku już widać. Ale to zasługa kibiców prawdziwych kibiców Wisły Kraków. Podczas meczu z Lechem, kibole chcieli rozwiesić na trybunie kontrowersyjny transparent. Na szczęście władze klubu nie wyraziły na to zgody. Na znak protestu kibole na 10 minut opuścili stadion. Pozostali na nim ,,normalni” kibice i to oni poprowadzili doping. ,,Wiślacy” dali dobry przykład, czas żeby ich śladem poszli kibice na pozostałych stadionach. Być może to początek poważniejszych zmian w całej polskiej piłce?



 
 
Picture
Witam,


po niedawnym finale Pucharu Polski znowu powrócił problem bandytyzmu na stadionach. Sam mecz nie stał na wysokim poziomie, co zresztą można było przewidzieć jeszcze przed jego rozpoczęciem, bowiem obie drużyny w tym sezonie grają słabo, co w przypadku Lecha jest szczególnie złą wiadomością. Jeśli nie uda im się awansować do europejskich pucharów (czego im nie życzę), to kolejny sezon będziemy oglądać kompromitację w wykonaniu innych polskich drużyn. Legia, pomimo zdobycia Pucharu Polski, ze swoją grą nie ma czego szukać w Europie, moja Wisła Kraków podobnie.

Wracając jednak do głównego tematu. Rozumiem, że mecz mógł się nie podobać, ale żeby zaraz wszczynać burdy? A tak na serio, po wydarzeniach w Bydgoszczy nasuwają mi się dwa wnioski. Niestety smutne.


Wniosek 1.

Bezpieczeństwo na stadionach mało kogo obchodzi.

  Po burdach, jakie wywołała hołota kiboli w Bydgoszczy oczywiście nie ma winnych takiego zajścia (pomijaj tych kretynów, którzy wszystko zaczęli). Grzegorz Lato na konferencji prasowej, ze swoim głupkowatym uśmieszkiem stwierdził, że to nie wina jego ani Polskiego Związku Piłki Nożnej, że bandyci wszczęli zadymę na stadionie. Podobnie uważają przedstawiciele Lecha i Legii, które w ten sposób odcięły się od kiboli. Jedynie policja, jeszcze przed meczem uprzedzała, że na tym stadionie taki mecz w ogóle nie powinien się odbyć. Ale oczywiście jak to w Polsce, wszyscy mają policję i jej rady w głębokim poważaniu. Efektem tego była akcja policji po meczu, która została wyceniona na 1 MILION ZŁOTYCH. A kto zapłaci? Nie ci kretyni, którzy bili się na stadionie tylko oczywiście mym podatnicy. Pytam się więc, do jasnej cholery, jakim prawem polskie państwo obciąża mnie rachunkiem za burdy, w których nie brałem udziału? Dlaczego to my, normalni kibice, uczciwie płacący podatki, mamy ponosić koszty, które są dziełem kilku tysięcy kretynów?

Wniosek 2.

Lepiej podnieść VAT niż walczyć ze stadionowym bandytyzmem.

 Wracając do poprzedniego wątku. Podobno żyjemy w państwie prawa, niech więc zapłacą bandyci z Bydgoszczy. Niech zapłaci Staruchowicz, który był na tym meczu, a po nim bezczelnie wznosił Puchar Polski. Wyobrażacie sobie, żeby w Anglii Lampard albo Rooney dali jakiemuś stadionowemu oprychowi wznieść Puchar Anglii?

 Jak to się dzieje, że na stadionie Lecha, który został wybudowany za ponad 700 milionów publicznych pieniędzy, cateringiem zarządza Krzysztof Markowicz pseudonim ,,Litar”, człowiek, który ma na koncie wyrok za bójkę oraz trzyletni zakaz stadionowy? Może władze Lecha mają z nim układ, w ramach którego dostają jakąś prowizję? Bo wierzyć mi się nie chce, że ludzie znający się na biznesie, zarządzający wielomilionową firmą jaką jest Lech, świadomie podpisują umowy z takim człowiekiem, kimś, kto potrafi znieważyć rodzinę z dzieckiem na meczu reprezentacji? W głowie mi się to nie mieści.

  Premier Tusk zapowiedział, że będzie zamykać stadiony za burdy na nich. Pierwsze decyzje już są. Podczas obecnej kolejki Ekstraklasy zamknięte były stadiony Lecha i Legii. Jeśli takie zachowania będą się powtarzać (takie, czyli bandyckie), to według słów premiera, stadiony będą zamykane na dłużej. Decyzja Tuska nie jest najlepsza, bo przez wybryki kilku kretynów, którzy przychodzą na stadion, żeby tylko przywalić po mordzie kibolowi wrogiej drużyny, cierpimy my, normalni kibice, którzy chcieliby obejrzeć mecz w spokoju, bez obawy, kiedy zacznie się zadyma. Ale być może jest to jedyna droga, aby wyrzucić tych idiotów z stadionów.

 Łatwiej podnieść VAT niż zakazać gry w pokera, niż walczyć z bandytyzmem. Politycy uwielbiają szybkie efekty, a VAT czy ustawa hazardowa takowe dają. Trudniej walczyć z bandytami na stadionach, niż z uczciwymi obywatelami, bo to wymaga żmudnej pracy. Łatwiej oskarżyć przedsiębiorcę o oszustwo podatkowe, gdy pomyli się w zeznaniu podatkowym o kilka złotych, niż raz na zawsze dać dożywotnie zakazy stadionowe Staruchowiczowi, Markowiczowi i ich kolesiom.

Dopóki rząd i kluby nie rozprawią się z problemem kiboli, będziemy ich zakładnikami. W państwie prawa byłoby to nie do pomyślenia. Ale zaraz, kto powiedział, że żyjemy w państwie prawa.



 
 
Picture
Witam,

  w przerwie pomiędzy emocjonującymi półfinałami Ligi Mistrzów, już jutro czeka nas kolejny emocjonującym mecz. Na Emirates Stadium zmierzą się dwie drużyny, które jako jedyne liczą się w walce o końcowy triumf w Premier League.

  Zarówno Arsenal, jak i Manchester United w tym sezonie prezentują wysoką formę. Z tą różnicą, że to jednak MU jest lepszy z tej pary, bowiem swoją klasę potwierdza zarówno w rozgrywkach krajowych, jak i w Europie. A Arsenal? Chciałoby się napisać: Arsenal jak to Arsenal. Początek sezonu ma bardzo dobry, trener Wenger zapowiada walkę o tytuł, a już w styczniu, lutym musi te plany porzucić na następny sezon. Teraz jest podobnie.

 W ostatnich 7-u meczach ligowych Arsenal aż 5 razy remisował, raz przegrał i tylko raz wygrał. Świadczy to o słabszej formie podopiecznych Arsene'a Wengera. A wszystko zaczęło się jeszcze w lutym, kiedy to ,,Kanonierzy” przegrali w złym stylu finał Carling Cup. Później poszło ,,z górki”. Do finału CC dołożyli także prestiżowe porażki z Manchesterem United w Pucharze Anglii, oraz z Barceloną w Lidze Mistrzów, chociaż w tym drugim przypadku wydawało się, że Arsenal zaprezentuje się o wiele lepiej.

  Jutrzejsze spotkanie będzie dla Arsenalu meczem, który może jeszcze uratować sezon. Jeśli wygrają to spotkanie, wtedy zbliżą się do drugiej Chelsea na trzy punkty, a do MU na sześć, i przynajmniej teoretycznie zachowają szanse na tytuł. Chociaż nie oszukujmy się. Gdyby Arsenal zdobył tytuł to byłby cud. Również ekipie ,,The Blues” powinno zależeć, aby jutro wygrali ich stołeczni rywale. Dzięki temu Chelsea będzie mieć tylko 3 punkty straty do ,,Czerwonych Diabłów”. A przypominam, że już 8. maja MU zagra z Chelsea na Old Trafford.

  W zespole Arsenalu nie zagrają na pewno Diaby, który ma kontuzję łydki oraz Vermaelen. Belg nabawił się jakiś czas temu urazu ścięgna Achillesa. Co prawda już go wyleczył i nawet wystąpił w meczu rezerw, ale wydaje się mało prawdopodobne, aby Arsene Wenger wstawił go do defensywy, w tak ważnym meczu, jeśli zawodnik dopiero wraca po kontuzji.

 Zupełnie odmienne nastroje panują w Manchesterze United. Piłkarze sir Alexa Fergusona tradycyjnie walczą na wszystkich frontach do końca sezonu, chociaż marzenia o Pucharze Anglii muszą odłożyć na następny sezon, po tym, jak pechowo przegrali z ,,The Citizens”. Praktycznie jesteśmy już w finale Ligi Mistrzów (chyba tylko kibice Schalke wierzą, że ich klub może odrobić 2-bramkową stratę). W Premier League to United rozdaje karty i tylko od samych zawodników zależy, czy dadzą się dogonić rywalom. Jeśli pokonamy Arsenal i Chelsea to mistrzostwo jest nasze.

  W jutrzejszym spotkaniu wystąpi Dymitar Berbatow, który wraca do składu po kontuzji pachwiny. Nie do końca pewny jest występ Fletchera, który zmaga się z jakąś wirusową infekcją. Wiemy za to na pewno, że w meczowej 18-tce zabraknie Paula Scholesa. Anglik w meczu z Manchesterem City (w ramach Pucharu Anglii) zobaczył czerwoną kartkę.
 Manchester, w lidze przegrał po raz ostatni 6. marca, kiedy to na wyjeździe mierzył się z Liverpoolem. Oprócz tego, MU poniosło jeszcze tylko dwie porażki w lidze. Świadczy to o sile, jaką w tym sezonie dysponuje Manchester.
 Z Arsenalem ,,Czerwone Diabły” nie przegrały siedmiu ostatnich meczów, a 4 ostatnie wygrały. Na niekorzyść gości może przemawiać następująca statystyka: otóż w 17-u meczach wyjazdowych MU tylko 5 razy wygrywało. Pocieszające jest jednak to, że statystyki nie grają.

 Ja, oczywiście stawiam na wygraną United. Wynika to z kilku faktów. Po pierwsze, Manchester jest drużyną lepszą, co potwierdza swoimi wynikami. A po drugie, jestem kibicem MU, więc nie mogę obstawiać inaczej :D

Przewidywane wyjściowe jedenastki wg Sky Sports

Arsenal Londyn:
Szczęsny, Sagna, Koscielny, Djourou, Clichy, Song, Fabregas, Nasri, Walcott, Arshavin, Van Persie.

Manchester United:
Van der Sar, O'Shea, Ferdinand, Vidić, Evra, Nani, Giggs, Carrick, Valencia, Rooney, Hernandez.

Typ FutbolBlog-u: 2:0 dla Manchesteru.



 
 
Picture
Witam,

  już dzisiaj Wielkanoc, ale zanim zasiądziemy do uroczystego śniadania, zapraszam Was na świąteczny artykuł na FutbolBlog-u. Dzisiaj poruszę dwie kwestie.

  Na początek zmiany w Polskim Związku Piłki Nożnej. Na początek pragnę uspokoić sympatyków Grzegorza ,,Betafence” Lato. Słońce Polskiej Piłki, Ukochany Przywódca Naszych Ukochanych Działaczy nie zrezygnował z funkcji prezesa. Nie bójcie się Lato nie wykazał się honorem. Zresztą, jakby mógł to zrobić ktoś, kto nie ma honoru. Ale do rzeczy. Otóż PZPN przedstawił nowe logo. Czy jest ładne, można się spierać. Niestety, muszę przyznać, że jest to jak na razie jedyna rzecz, jaka udała się za kadencji Grzegorza L. Chociaż tak naprawdę to nie jego zasługa, a agencji marketingowej, która opracowała to logo, a także nowe logotypy Pucharu Polski, Fundacji PZPN i reprezentacji Polski. To teraz Biedronka i inni sponsorzy (a są jeszcze inni?) będą mogli chwalić się jeszcze mocniej, że wspierają naszą kadrę.

Zmiana logotypu PZPN nic nie zmieni w stylu gry naszych zawodników. Jest to zabieg czysto propagandowy, który ma pokazać, że PZPN składa się z kreatywnych ludzi, którzy znają się na nowoczesnym zarządzaniu korporacją. Na szczęście kibice wiedzą, że jest to kłamstwem. Jan Tomaszewski powiedział kiedyś mądre słowa: "Jak w burdelu się źle dzieje i nie ma klientów, to trzeba zmieniać panienki, a nie meble." I tak samo powinno być w PZPN, bo ten burdel zadziwia całą Polskę. Już tyle razy próbowano wymienić dzi...ałaczy, ale jak na razie wymienia się jedynie meble. ,,Meble”, które za jakiś czas przeniosą się do nowej siedziby, która zostanie wybudowana w Wilanowie, niedaleko Świątyni Opatrzności Bożej. Niestety związek jak na razie nie chce podać, ile zapłaci za budynek.

  I na koniec jeszcze sprawa. Łukasza Piszczka, który przyznał się, że sprzedał mecz, grając jeszcze w Zagłębiu Lubin. W związku z tym pojawiło się pytanie, czy powinien nadal grać w reprezentacji? Z jednej strony mamy przestępstwo i to obrzydliwe, bo oszukiwanie kibiców i wypaczanie wyników meczów jest po prostu złe. Nie rozumiem mentalności tzw. sportowców, którzy wychodzą na boisko, z myślą, że i tak specjalnie przegrają mecz. Jak później można spojrzeć kibicowi w oczy i powiedzieć bez zająknięcia, że się walczyło, dało z siebie wszystko, ale niestety przegraliśmy. Czy nasi piłkarze naprawdę mają zarobki na poziomie płacy minimalnej, że muszą oszukiwać?

  Od zawsze uważałem, że osoby, które są zamieszane w korupcję (a w szczególności w futbolu) powinny być dożywotnio dyskwalifikowane. Pewnie wtedy Ekstraklasa skurczyłaby się o połowę, ale to jedyne rozwiązanie. Nie można dawać przyzwolenia na takie zachowania.

  Z drugiej strony, pojawia się głos, że przecież każdy może popełnić błąd i należy dać mu drugą szansę. W takim razie, co zrobić z Piszczkiem? On sam zastanawia się, czy powinien nadal grać w kadrze! Dla mnie to już jest przegięcie. Cenię jego umiejętności piłkarskie, ale powinien mieć chociaż trochę odwagi i powiedzieć: ,,popełniłem błąd, sprzedałem mecz i dlatego rezygnuję z gry w kadrze (przynajmniej na jakiś czas). Przepraszam.”

  Również Franciszek Smuda, kiedyś wielki przeciwnik korupcji, dzisiaj zmienił ton. Z jego wypowiedzi wywnioskowałem, że lekceważy sprawę. “Polska piłka nie może sobie pozwolić na stratę takiego piłkarza w kontekście EURO 2012”- to są słowa Franza. Doskonale sprawdza się powiedzenie, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

  Co zrobi Piszczek? Ja wierzę, że zachowa się się jednak honorowo i zrezygnuje z kadry. Przynajmniej na pewien czas.



 
 
Picture
Witam,

  już niewiele czasu pozostało do jednego z najważniejszych klasyków ligowych na świecie. Dokładnie o 22:00 czasu polskiego, na Santiago Bernabeu Real Madryt podejmie Barcelonę. Kto jest faworytem? Tak naprawdę ciężko jest mi go wskazać. Obie drużyny w ostatnich 2-3 meczach zaprezentowały podobną formę (kibice Barcy pewnie są innego zdania ;). A więc przejdźmy do konkretów.

  Zdecydowana większość ekspertów, która wypowiada się na temat tego meczu twierdzi, że dzisiejszy pojedynek będzie najmniej istotny spośród czterech, które czekają nas w ciągu najbliższych 18-u dni. A ja jestem innego zdania. Ten mecz na pewno nie będzie mniej istotny niż rywalizacja w Lidze Mistrzów i Pucharze Króla. Real nadal ma sporo do stracenia, jeśli przegra dzisiejszy mecz. Po pierwsze, reputację. Pamiętacie, co działo się po ostatniej wygranej Barcy nad Realem? Część zawodników, oraz działacze katalońskiego klubu po prostu kpiła z rywala, nie zostawiając na nim suchej nitki. Wątpię, żeby było to przyjemne dla zawodników ,,Królewskich”, a tym bardziej dla Jose Mourinho. Jaki jest Portugalczyk, wiecie. Nie znosi krytyki, a tym bardziej, gdy ktoś żartuje z niego lub jego piłkarzy, chociaż takie rzeczy potrafi genialnie wykorzystywać, aby motywować swoich podopiecznych. A więc, dzisiaj Real zagra o honor. W przypadku wygranej zmniejszy swoją stratę do Barcelony do 5-u punktów. Wydaje się, że nawet taka strata będzie nie do odrobienia, ale piłkarski świat już nie takie rzeczy widział. I nawet, jeśli Real nie zdobędzie mistrzostwa (a ma coraz mniejsze szanse), to kibice po części im to wybaczą, gdy ich pupile odpłacą pięknym za nadobne znienawidzonemu rywalowi.
  Wydawało się przed sezonem, że Real posiadł wreszcie ostatnie ogniwo, aby zacząć znowu zdobywać puchary. Był nim oczywiście Mourinho. Ale jak się okazało nawet jego geniusz nie pomógł w meczu na Camp Nou. Być może teraz będzie inaczej.

  A Barcelona? Odnoszę wrażenie, że jest zbyt pewna siebie. A to nigdy nie jest dobre. Ważne, żeby doceniać klasę rywala, nawet jeśli jest słabszy. Tymczasem prezes Barcelony Sandro Rosell typuje, że jego klub znowu rozniesie Real 5:0 i to na stadionie przeciwnika. Jednak wszystkich przebił Joan Gaspart, który stwierdził, że jego ukochana drużyna wygra 14:0! I tak się zastanawiam, czy wynika to z pychy, czy z racjonalnych przesłanek? To, że Barcelona jest jedną z dwóch najlepszych drużyn na Starym Kontynencie nie ulega wątpliwości. ,,Królewscy” są w cieniu dzisiejszego rywala, ale zrobili to na własną prośbę. Ostatnie lata nie były dla nich udane. Tworzenie ,,galaktycznego” składu wyszło im bokiem i do dzisiaj odczuwają tego skutki. Ale, czy może być lepszy czas, żeby końcu słońce zaświeciło nad Madrytem. Jeśli nie w nadchodzącym ,,czwórmeczu”, to kiedy? Chyba nie będzie lepszego momentu. Cristiano Ronaldo i spółka mogą dzisiaj udowodnić, że niesłusznie zostali skreśleni przez ekspertów.

  A jak sytuacja w obozach? W Realu zagra najsilniejszy skład. Nie wiadomo jedynie, czy Mourinho wystawi w pomocy Marcelo, czy może przesunie go do obrony. W ataku zagra trio Ronaldo- Benzema- Di Maria.
 Większy ból głowy ma Guardiola, który nie będzie mógł skorzystać z Abidala i Krkicia. Na szczęście dla szkoleniowca Barcy do kadry tuż przed meczem wrócił Puyol, który sam może rozstrzygać o wynikach meczów.

  W dzisiejszym meczu stawiam na remis 2:2, ewentualnie na wygraną Realu 3:2. Dlaczego? Może dlatego, że nudne byłoby kolejne zwycięstwo Barcelony. A będziemy mieli większe emocje przed kolejnymi pojedynkami.

Prawdopodobne składy:

Real: Casillas - Arbeloa, Ramos, Carvalho, Marcelo - Xabi, Pepe, Khedira - Cristiano, Benzema, Di Maria.


Barcelona: Valdes - Alves, Pique, Busquets, Adriano - Xavi, Keita, Iniesta - Villa, Messi, Pedro.


 
 
Picture
Witam,

  za nami pierwsze mecze 1/4 Ligi Mistrzów oraz Ligi Europejskiej. Czy były niespodzianki? Jak dla mnie, jedna. W sumie nie chodzi o to kto wygrał, ale w jakim stylu. Chyba nawet najwierniejsi kibice Schalke nie przypuszczali, że ich piłkarze zdemolują Inter i to na Giuseppe Meazza. Wynik 5:2 praktycznie przekreśla marzenia Interu o obronie trofeum zdobytego rok temu.

  Przyczyna porażki włoskiego klubu jest prosta. Piłkarze nie potrafią utrzymać równej formy. Co prawda to samo można by zarzucić Schalke, ale nie będzie to sprawiedliwe. Na przestrzeni całego sezonu grają nierówno, fakt. Ale jeśli rozdzielimy ich grę na Bundesligę i Ligę Mistrzów to widać pewną powtarzalność. W kraju Schalke gra słabo i zajmuje dopiero 9. miejsce. Natomiast w LM grają bardzo dobrze. Jak na razie są dla mnie odkryciem tej edycji. I pewnie nic się nie zmieni w tej kwestii, bowiem Szachtar już stracił szansę na awans. Chyba, że wydarzy się cud i ,,przejdą” Barcelonę. Ta ostatnia, w meczu z Ukraińcami pokazał wszystko, co najlepsze. Czekam z niecierpliwością na półfinał z Realem Madryt. Nie spodziewałem się, że Real już w pierwszym meczu zapewni sobie awans. Po poprzednich meczach Tottenhamu, teraz spodziewałem się lepszej i skuteczniejszej gry. Ale i tak 1/4 LM to więcej niż spodziewano się po drużynie Harry'ego Redknapp'a

  W drugim spotkają się wspomniane Schalke i Manchester United. Oczywiście kibice Chelsea będą mieli mi za złe, że piszę w ten sposób, ale uważam, że ,,The Blues” nie są w stanie zagrozić ,,Czerwonym Diabłom”. Nie w obecnej formie. Chociaż trzeba przyznać, że w rewanżu będzie sporo emocji, bowiem to w tej parze padł najniższy wynik i londyńczycy powalczą do końca o awans. Będzie gorąco, ale ja jestem spokojny o mój Manchester.

  Jeśli chodzi o Ligę Europejską, to piłkarze w niej grający nie chcieli chyba być gorsi od kolegów z LM i też postanowili popisać się gradem goli. Wszystko wskazuje na to, że w półfinale będziemy oglądać aż 3 zespoły z Portugalii i jeden z Hiszpanii. Półwysep Iberyjski jest aż taki mocny? Jak wytłumaczyć świetną postawę szczególnie drużyn portugalskich? Może one, w przeciwieństwie do niektórych zespołów potraktowały te rozgrywki poważnie? Może ich zawodnicy, w przeciwieństwie np. do Robbena nie uważają LE za puchar pocieszenia dla ubogich krewnych? W czwartek oglądałem mecz Benfiki z PSV i to co pokazali zawodnicy z Lizbony zasługuje na uznanie. Na tle rywali prezentowali się znakomicie. Ich gra była szybka i przemyślana. W przeciwieństwie do Holendrów, którzy nie potrafili sklecić kilku dobrych akcji pod rząd, a podania pomiędzy nimi nie za bardzo wychodziły. PSV miało szczególnie problem w obronie, co zresztą najlepiej pokazuje wynik (5:1).
 Spośród drużyn z Portugalii nie zachwyciła jedynie Braga, która zremisowała z Dynamem Kijów. Pamiętajmy jednak, że po pierwsze był to remis na wyjeździe, a po drugie (może to jest ważniejsze) Braga zdobyła gola na boisku przeciwnika, co w kontekście rewanżu na swoim stadionie ma niebagatelne znaczenie. Czy Braga znowu szczęśliwie awansuje do kolejnej rundy? Zobaczymy, chociaż nie jestem do końca przekonany, o ich wysokiej formie. I to pomimo że przeszli m.in. Lecha i Liverpool. Ale to była bardziej zasługa nieporadności rywali niż genialnej gry Portugalczyków.



 
 
Picture
Witam,

  w dzisiejszym artykule postanowiłem poruszyć kilka tematów. Pierwszy dotyczy stadionowego bandytyzmu w polskim wykonaniu. To, co stało się przed oraz podczas meczu Litwa- Polska jest przerażające. Do dzisiaj zastanawiam się, jak ci bandyci mogli kupić bilety na między państwowy mecz? W sumie to pytanie retoryczne, bo wszyscy wiemy, że polskie władze do dzisiaj nie wprowadziły żadnego skutecznego systemu dozorowania bandytów, w czasie meczów. Nasi tzw. politycy już od wielu lat obiecują rozprawienie się z problemem zamieszek na stadionach, ale oczywiście tylko na obietnicach się kończy. W sumie mnie to nie dziwi. Wszyscy politycy składają obietnice bez pokrycia (wolę słowo ,,kłamią”), więc jedna obietnica więcej nie robi im żadnej różnicy. Im może nie, ale nam- kibicom robi wielką różnicę. Kto chce iść na stadion i np. oberwać butelką po głowie? Chyba tylko masochiści. Ja, podobnie jak Wy idąc na mecz, czy to Ekstraklasy, czy naszej kadry żądam od organizatorów zapewnienia bezpieczeństwa. Nie po to wydaję kilkadziesiąt złotych, żeby przez 90 minut zastanawiać się, czy (a właściwie, kiedy) zaczną się zamieszki. Nie chcę też słyszeć na stadionach wulgaryzmów. Wiadomo, każdemu może się wyrwać. Ale jeśli grupa idiotów przez cały mecz krzyczy w stronę przeciwnej drużyny i ich kibiców: ,,j...ć Legię/Polonię”, ,,Wisła/ Cracovia to dz...ka” to ja dziękuję za taki mecz. Co z tego, że budujemy nowe stadiony, mogące pomieścić 30-40 tysięcy widzów, skoro przychodzą na niego, w przeważającej części, stadionowi troglodyci, których nie interesują wydarzenia na boisku, a jedynie to jak dorwać kiboli drugiej strony. I z tym trzeba walczyć. Wszyscy się co do tego zgadzają, tyle, że nic z tego nie wynika. Czas wziąć się do roboty.

  Trzeba w końcu uskutecznić (a w niektórych klubach wprowadzić) system Kart Kibica. Kawałek plastiku z chipem, a zdziałałby cuda. Klub wprowadza takie karty, i zapisuje na nich dane kibica, jego zdjęcie, a przed każdym meczem dodatkowo, gdzie będzie siedział. W przypadku rozróby na stadionie łatwo zidentyfikować każdego, kto brał w niej udział.

  Druga sprawa to egzekwowanie zakazu stadionowego. Co z tego, że bandyta nawet jeśli ma zakaz stadionowy, to obowiązuje on tylko na obiekcie jego drużyny. Ktoś taki bez problemu może kupić bilet na mecz wyjazdowy. To trzeba zmienić i wprowadzić całkowity zakaz stadionowy. W ogóle uważam, że wobec każdego, kto chociaż jeden raz brał udział w zamieszkach na stadionie (i nie ważne, czy ,,tylko” rzucił racę na boisko, czy pobił ochroniarza) powinien mieć dożywotni zakaz wstępu na każdy stadion (a być może i arenę sportową) w Polsce. Do bandytów musi dotrzeć, że policja i sądy nie żartują. Dopóty dopóki sądy, policja i kluby nie będą konsekwentne w swoich działaniach, bandyci będą śmiać się nam w twarz.
  Weźmy w końcu przykład z Anglii, gdzie już od wielu lat kultura kibicowania jest na wysokim poziomie. Nie pamiętam, żebym słyszał o ekscesach na angielskich stadionach, w ostatnich kilku latach. Uczmy się od najlepszych. Jeśli sami nie potrafimy czegoś wymyślić to poprośmy Anglików o pomoc. Na pewno tamtejszy związek i policja nam nie odmówią. Na polskich stadionach była akcja ,,Wykopmy rasizm ze stadionów”. Teraz czas na nową akcję: ,,Wykopmy bandytyzm ze stadionów”.

  Druga sprawa nie jest już tak dramatyczna. Tym razem będziemy poruszać się w konwencji kabaretu. Grzegorz ,,Betafence” Lato nie dostał się do Komitetu Wykonawczego UEFA. Był tak ,,rewelacyjny”, że dał się wyprzedzić tylko działaczowi z Malty. Szkoda tylko, że od końca. Cóż, niech UEFA żałuje, że straciła tak wielkiego menadżera i człowieka sukcesu, który wszystko, czego się dotknie zamienia w złoto. Przepraszam, w biedronkę. Swoją drogą to ciekawe. Z polską reprezentacją jest jak z Biedronką. Według niektórych, kupowanie w Biedronce to obciach i nikt się do tego nie przyznaje, ale i tak zawsze w tych sklepach są tłumy. Jeśli spytasz kogoś o naszą kadrę, to usłyszysz wiadro pomyj, ale za każdym razem ich mecze gromadzą kilka milionów osób przed telewizorami. Ciekawe, co na to wszystko powiedziałby Freud?


 
 
Picture
Witam,

  dzisiejszy artykuł powinienem zacząć od swojej opinii na temat wczorajszego meczu naszej reprezentacji. Ale po tym co zobaczyłem- zarówno na boisku jak i poza nim, doszedłem do wniosku, że szkoda Waszego i mojego czasu. Jak było, widzieliście. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że Franciszek Smuda wie, jak doprowadzić zawodników do stanu ,,używalności” i na Euro 2012 zagramy o kilka klas lepiej. Czekam więc na najbliższy mecz, z Grecją.

  Teraz już przejdę do ciekawszej części artykułu. Od dłuższego czasu ,,wałkuję” na moim blogu temat Ligi Mistrzów. Tydzień temu podsumowałem mecze rewanżowe 1/16 LM i podałem Wam pary 1/8. Natomiast w najbliższych artykułach wskażę Wam swoich faworytów.

  Za niecałe dwa tygodnie zostaną rozegrane pierwsze mecze. We wtorek spotkają się ze sobą Inter i Schalke oraz Real z Tottenhamem.
  Obie pary zapowiadają się ciekawie. W pierwszej z nich dojdzie do pojedynku, w którym, według większości osób (w tym i mnie) miał zagrać Bayern. Jednak po tym, co pokazali w rewanżu dobrze, że nie wystąpią. Inter awansował zasłużenie. Pojawia się jednak pytanie, czy prezentując niestabilną formę (jak ta w dwumeczu z Bayernem) może pokonać Schalke. Schalke, które co prawda w Bundeslidze gra poniżej oczekiwań (10. miejsce i 11 punktów straty do pucharów europejskich), ale za to w LM pokazuje się z dobrej strony. W fazie grupowej ponieśli tylko jedną porażkę, na inaugurację, z Lyonem. W kolejnych meczach zanotowali 4 zwycięstwa (rozbili w rewanżu Lyon 3:0) i remis. Również dwumecz z Valencią wypadł dobrze. Po remisie 1:1 w Hiszpanii, na swoim stadionie Schalke zwyciężyło 3:1. Kilka dni temu, w wywiadzie dla dziennika ,,As” Raul oświadczył, że chce z niemieckim klubem zdobyć Puchar Europy. Nie doprecyzował jednak, czy w tym sezonie. Jednak niezależnie od tego, jego wypowiedź pokazuje, jak silny czuje się cały zespół. Mając w składzie Raula i Huntelaara nie może być inaczej. Niezależnie od tego, jaka jest forma zespołu w rodzimych rozgrywkach. Zawsze będę powtarzał, że gra w LM i lidze krajowej jest zupełnie czymś innym. I to się potwierdza, w przypadku Schalke.
  Według mnie w tej parze awansują Niemcy. W LM grają stabilniej niż rywale. I to jest ich przewaga nad rywalami. Bo sportowo, to Inter nadal jest lepszy, ale nieznacznie. Sneijder i Eto'o zawsze są groźni. O awansie zadecydują niuanse. Samo szczęście nie wystarczy.

  W drugiej parze też mamy ciekawy pojedynek (zresztą chyba wszystkie pary zostały rozlosowane w taki sposób, że nie będziemy się nudzić). Real, po długich siedmiu latach awansował do 1/8 Ligi Mistrzów. Dla takiego klubu, jak ,,Królewscy” to prawdziwa wieczność. Potrzeba było Mourinho na ławce trenerskiej, aby tego dokonać. W końcu też udało się zdjąć klątwę Lyonu. Skoro tak, to nie ma sensu zatrzymywać się, trzeba awansować dalej.
  Real, w rewanżu z Francuzami pokazał klasę. Przez pewien czas, to rywale kontrolowali grę, ale na szczęście dla klubu z Madrytu, jego piłkarzom udało się wrócić do normalnej gry. Mecz z Lyonem był chyba najlepszym w wykonaniu Realu (w LM), od siedmiu lat.
  Z kolei Tottenham to drużyna, która może w niezbyt pięknym stylu, ale jednak przeszła Milan. I pojawia się pytanie, czy jest w stanie przejść Real? ,,Królewscy” to jednak wyższy poziom, a Mourinho nie zlekceważy rywali. Wszystko tak naprawdę będzie zależało od formy Garetha Bale'a. Jeśli zagra tak, jak w meczu z Interem jeszcze w fazie grupowej, to Anglicy mogą powalczyć. W przypadku tej pary, serce mówi, że awansuje Tottenham, a rozum podpowiada Real. Co wybrać? Chyba jednak Real.

PS
  Kolejna część, w następną sobotę (02. IV).



 
<< Previous